Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

sobota, 6 grudnia 2014

Basen w białym domu i łóżko prezydenta


Mimi Alford

Stażystka


Książka tak lekka w odbiorze, że połknąć ją można kawałek wczesnym porankiem, zagryźć trochę w pociągu, końcówkę liznąć do poduszki. 

Nie jest to nic wybitnego, nic zmieniającego świat, nic przemożnie ciężkiego czy niepokojącego. To prosta książka o prostej kobiecie, która prosto opowiada o swojej przeszłości. O tym, jak straciła cnotę z prezydentem USA.

Okej, szczerze mówiąc, to chyba nie można powiedzieć, że do końca prosto, bo jednak Mimi próbuje pokazać siebie jak bezwolną marionetkę, której niechcący przytrafiła się taka historia. Spadło jej z nieba, ona nic nie wiedziała, tak jakoś wyszło. Nic złego. Absolutnie nic złego. No, może tylko troszkę...

J.F. Kennedy był strasznym kobieciarzem, cały świat to wie, więc o co chodzi.

Mimi Beardsley miała dziewiętnaście lat, kiedy udała się do Białego Domu na staż. Udało jej się, wiadomo, dzięki znajomościom, a raczej dzięki drzwiom, które odtwiera uczęszczanie do elitarnej szkoły dla dziewcząt Miss Porter's. Pewnego razu była z wizytą w Białym Domu, trochę zwiedziała, niechcący spotkała prezydenta, który zamienił z nią kilka słów. Gdy po jakimś czasie wysłała pytanie, czy mogłaby wyprosić wywiad z panią prezydentową do gazetki szkolnej, bo w końcu Jackie ukończyła Miss Porter's, dostała odpowiedź odmowną, ale za to mnóstwo materiałów i ciepłych słów. 

Później zaproszono ją na staż w Białym Domu, choć nie miała doświadczenia ani umiejętności.
Czwartego dnia stażu dostała zaproszenie na basen w godzinach pracy. W basenie wypoczywał też JFK. Porozmawiał z nią chwilę grzecznie.

 JFK i jego żona Jackie

Tego samego wieczoru grupa z basenu wtciągnęła ją na drinka do apartamentów prezydenckich. Impreza nie trwała długo.Wkrótce prezydent zaczął prezentować swój dom, zaciągnął do swojej sypialni. I jakoś poszło.

Nigdy nie pocałował ją w usta, ale od tamtej pory wciąż zapraszał przez ponad rok. Zabierał ją ze sobą w podróże firmowe, załatwiał dojazd do Waszyngtonu ze szkoły, nieobecności dziewczyny były tłumaczone ciągiem dalszym pracy w biurze prasowym. Dostawała też prezenty.
Gdy poznała i zakochała się w chłopaku w swoim wieku, JFK dał jej pieniądze na prezent ślubny. Mimi zerwała kontakty z prezydentem i wyszła Fahnestocka. Nie mogła jednak długo ukrywać sekretu, powiedziała mu wprost, co przeżyła, że nie był pierwszy. Od tamtej pory milczeli to tym, a fakt stażu w Białym Domu został wymazany z biografii kobiety. Milczenie mimo wszystko psuło małżeństwo od środka i po przeszło 25 latach Mimi się rozwiodła. Więcej można się dowiedzieć np. na Wikipedii.
Najbardziej denerwujące jest to, że cała książka opisana jest z perspektywy kobiety, która nie ma nic do zarzucenia ani sobie, ani prezydentowi, ale wciąż ciągle usprawiedliwia i jego, i siebie. Dużo też pisze o swoim szacunku i podziwie do prezydenta.
Mimi utrzymywała tajemnicę całe życie. Dopiero gdy wścibscy dziennikarze domyślili się jej romansu po latach, Mimi postanowiła wydać oświadczenie do prasy. A później książkę, by przemówić do uczuć społeczeństwa i wyjaśnić na swój sposób.

Mimi Alford w młodości

Przykre jest też to, że w końcu Jackie też wiedziała o romansach mężka, który się za bardzo z tym nie ukrywał i bardzo cierpiała. Nie mogli się jednak rozwieść, by nie ucierpiał na tym ich wizerunek. Wszystko było zamiatane pod dywanik.

Historia historią, ale sama książka, choć czyta się szybko i gładko, jest opisana dość oschle, zwięźle, bez uczucia. Nie ma tu opisu gorącego romansu, jeśli ktoś na to czekał, czy plastycznego bólu, wszystko jest sterylne, czasem pobieżne. Nie czuję się przekonana do tej ugładzonej wersji. Zastanawiam się też, czy pisała to sama Mimi, czy jakis autor widmo. 

Czy polecam? Zależy dla kogo, zależy kiedy. Jak chcesz przegryźć tak, by nic nie weszło w zęby, to proszę bardzo.

14:29:00