Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

wtorek, 9 czerwca 2015

Wielki Brat a posttechnologiczne państwo entropiczno-internetowe


Mniejszy cud

Magdalena Salik


Szalona, połyskliwa, psychodeliczna okładka i porównanie do Lema podniosło mi ironicznie brew, ale poczułam jakieś przyciąganie. To może być dobra książka. To może być najlepsza pozycja z całej loterii dla blogerów. Wrzuciłam mój los i wygrałam, książka trafiła w moje objęcia. Przeczucie mnie nie pomyliło. Choć nigdy wcześniej nie słyszałam o Magdalenie Salik, teraz mam ochotę zaopatrzyć się we wszystko, co do tej pory napisała i wyglądać kolejnych pozycji. I nie, to nie ironia, ironia starła się z mojego oblicza po pierwszych kilku stronach.

To naprawdę świetny kawałek s-f i kryminału.

"Jaki był jego stosunek do tej sprawy? No, dość oczywisty, państwo niewoliło jednostkę, tego Ben dowiedział się przed pierwszym razem z Lenką - a posttechnologiczne państwo entropiczno-internetowe niewoliło jednostkę w sposób wyjątkowo opresyjny."
 fragment powieści

Robert Halen, pulchny, przyjemny dla oka blondyn, to geniusz. Wyznacza sobie jasne cele i bez problemu osiąga je w krótkim czasie, jego mózg ciągle pracuje na najwyższych obrotach. Lekarz, naukowiec, lew salonowy, kobieciarz, wydaje się, że we wszystkim ma szczęście, a na dodatek nie sposób go nie lubić. Żąda tanich rozwiązań medycznych dla pacjentów, dopina swego i znajduje fundusze na żmudne badania mające na celu wydrukowanie nerki z komórek własnych pacjenta, potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji, nigdy nie traci rezonu. Chce zostać sławny - w końcu wydruk nerki metodą Halena brzmi wyjątkowo dobrze, prawda?

Mark Dowson to młody oficer policji. W życiu miał znacznie ciężej niż Robert, jego rodzicom nie powodziło się tak dobrze, ojciec był leniwym ignorantem, który zawsze próbował przeforsować swoją opinię. Mark musiał pracować od końca szkoły średniej, by utrzymać rodzinę i pomóc chorej matce. Niedawno wykosztował się się podczas leczenia nowotworu rodzicielki, które i tak zawiodło. Dawno stracił wspólny język z żoną. Obserwuje ulice przez kamery na swoim stanowisku, nie wychodząc z pracy po dziesięć, dwanaście godzin. Pewnego dnia na ekranie monitora identyfikuje bezwstydną zbrodnię entropiczną. Wywołany z testującego intuicję egzaminu Robert popycha człowieka na szklaną rzeźbę, która rozbija się w drobny mak. Skok entropiczny ma ciężkie konsekwencje.

Mogli się kiedyś spotkać. Mogli się zaprzyjaźnić. Tak niewiele brakowało. Pracowali w tej samej przetwórni ryb na początku studiów. Nigdy jednak do tego nie doszło. Teraz Robert jest ścigany listem gończym, a Mark wytęża wszystkie swoje siły, by znaleźć i ukarać zbrodniarza.

Świat przyszłości według Salik opanowany jest obsesją bezpieczeństwa. Odkąd odkryto, że nieszczęśliwe wypadki powodowane są wysokim poziomem entropii wywoływanym przez chaos i gwałtowne zmiany w naturze, społeczeństwo jest kontrolowane strachem przed prawami fizyki. Tak skonstruowana antyutopia w intrygujący, arcyciekawy i inteligentny sposób pokazuje współczesną paranoję podniesioną do potęgi entej. Kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o zaplecze naukowe, społeczne i ekonomiczne. Skutki odkrycia entropii widać na każdym kroku, autorka nie tylko naprawdę świetnie przemyślała swój pomysł, ale też przekonująco przedstawiła z niezwykłą lekkością i finezją.

Co więcej, powieść nie tylko zachwyca świeżością myśli technologicznej czy naukowej, ale przede wszystkim stanowi celny komentarz dotyczący naszego świata, przede wszystkim zaś kierunku, w jakim on podąża. Powrót do klasyki science fiction i antyutopii jako takiej, czyli użycie odmiennego, fantastycznego uniwersum do przemyśleń natury filozoficznej, ustrojowej, społecznej, jak dla mnie jest trafem w dziesiątkę. Czy jest miejsce na transcendencję, mistykę, religię w świecie rządzonym przez materializm, scjentokrację, w państwie oświeconym, a policyjnym? Nie spodziewałam się tak głębokiego przekazu i fascynujących pomysłów po loteryjnej książce z lekko odstraszającą okładką.

"Jedną z przyczyn zapaści humanistyki była nieumiejętność przekonania decydentów i opinii publicznej o sensowności stawiania pytań dotyczących wartości pozamaterialnych. Materialność i materializm stały się wyłącznymi - i powszechnie akceptowanymi jako jedyne - kategoriami opisującymi rzeczywistość. Spopularyzowane formy uczenia blokowego pozbawiło całe pokolenia zarówno potrzeby jak i zdolności odwoływania się do dorobku kulturowego i filozoficznego cywilizacji zachodniej. W tym sensie w okresie entropicznym nastąpiło ostateczne zerwanie ciągłości kulturowej z poprzednimi epokami i znikła świadomość istnienia określonych wartości etycznych - tak humanistycznych, jak chrześcijańskich."
fragment powieści

Salik pisze na wszystkie sposoby, jakie cenię. Potrafi pisać chłodno, oschle, z dystansem, przedstawiać dzieje jednostki na przestrzeni czasu. Potrafi zręcznie manewrować polifonią dwójki bohaterów, ich historią, życiem, poglądami. Potrafi pisać głosem Roberta tak, że jednocześnie zachwycamy się jego pięknym umysłem, zachłystujemy gadatliwością i odnajdujemy pokłady ciepła, w których z przyjemnością się zanurzamy. Potrafi przekonująco przedstawiać zupełnie inny świat z punktu widzenia przepracowanego, przemęczonego policjanta w dołku psychicznym. Nie zapomina przy tym o silnych postaciach kobiecych, fragmenty fikcyjnych artykułów naukowych brzmią jak żywcem wyrwane z czasopism naukowych. Jej pióro zręcznie przeskakuje z głosu na głos, z jednego punktu widzenia, stylu, żargonu na drugi. Dzięki temu postacie są wyraziste, przekonujące, bliskie.

Co warte zaznaczenia, w ogóle nie czuć płci autora. Męscy i żeńscy bohaterowie zachowują się przekonująco i pełnokrwiście. Robert zmienia kobiety jak rękawiczki, anektuje przestrzeń życiową swoich kolejnych dziewczyn na sobie tylko właściwy sposób, zmaga się z nałogiem alkoholowym tak, że spokojnie można by uwierzyć, że to słowa pisarza, a nie pisarki. Czuć za to doświadczenie redaktorki i dziennikarki, pisarki fantasy, kobiety oczytanej, wykształconej i błyskotliwej, która podjęła się ciekawej wariacji na temat teorii chaosu, która zaprowadziła ją aż do korzeni filozofii.

Szłam przez tę książkę jak przecinak, czując, że jeszcze kiedyś do niej wrócę, by przetrawić i dorozkminiać. Dzięki umiejętnie stopniowanemu napięciu, ciekawej intrydze i barwności bohaterów nie mogłam się oderwać, zakończenie w żaden sposób nie zawiodło reszty. Miła, pożądana odmiana.

Ja kupuję Mniejszy cud z całym dobrodziejstwem inwentarza. Może to dlatego rozpływam się w zachwytach, bo choć s-f lubię i czytuję, to nie jestem na bieżąco z polskimi nowinkami? Wiadomo też, że nie każdemu taki temat podejdzie, nie każdy tego szuka. Ja nie szukałam, a znalazłam. Było super.

"Nieszczęście to ludzka cecha, powtarzał sobie bez przerwy; gdyby przyjąć, że to prawda, jego rachunek świata przestałby wyświetlać error. Bo jeśli to prawda, nie ma nic dziwnego w tym, że zrobił, co mógł, i przegrał - i nie ma nic dziwniejszego w tym, że musiał."
fragment powieści


PS Przypominam o trwającym konkursie

15:22:00