Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczna podróż sentymentalna, czyli Scrooge i biblioteka z Matrixa

Sknerusek buja się na gałęzi i powtarza za Wiktorią, że nie jest amused.

Charles Dickens 

 A Christmas Carol 


  Penguin Books 

 complete and unabridged


Wszyscy znają Ebenezera Scrooge'a. To ten upierdliwy stary pryk, który nie dałby głodującemu kromki chleba, chyba że mógłby ją sprzedać z profitem. Ten dziadek w szlafmycy, co się buja z duchami świąt i w jedną noc zalicza cztery melanże, jako żywo, a z rana jeszcze wstaje niby odmieniony i leci wszystkim życzyć ni z gruchy, ni z pietruchy wesołych świąt. Kojarzycie.

Innymi słowy między piernikiem a sernikiem wróciłam do Opowieści wigilijnej, tyle że tym razem w oryginale.

Zainspirowana lekturą postanowiłam urządzić sobie wieczór spirytystyczny w Wigilię i zaprosić kilka duchów. A co się będę. Ma być fest. Siedząc pod choinką dopijam kompot z suszu i zaglądam w fusy. A tam...

DUCH KSIĄŻEK JUŻ PRZECZYTANYCH.
Serio.

Z fusów zaczynają sączyć się wspomnienia wszystkich tych stron, które prześledziłam w moim życiu.

Zaczęło się od Na Jagody Konopnickiej, pierwszej książki z fabułą, którą umyśliłam sobie przeczytać. Jak się domyślacie dla małego brzdąca, który ledwo składa sylaby w słowa te wszystkie dwuznaki w chrząszczach i chaszczach były dość karkołomne. Poddałam się w końcu i z płaczem cisnęłam książkę w kąt. Wróciłam do niej jak już się nauczyłam porządnie czytać.

Potem przewinęły się kolejne książki z lekturnika, który prowadziłam w klasach młodszych, Chmielewska dla dzieci, lektury szkolne... zaczęło się robić poważniej, gdy rąbałam po kolei wszystkie części Ani z Zielonego Wzgórza i inne książki Montgomery na równo z kryminałami mamy. Nagle nastąpił zryw z końcem podstawówki, gdy objawiła mi się w fantastyka w postaci Hobbita i Władcy Pierścieni, a potem ukrywanego po kątach przed rodzicami bezwstydnego Sapkowskiego. Rozwinął się ciąg różnorakich ksiąg fantasy: Pilipiuki, Ziemiańskie, Komudy, Le Guin, Xanthy Piersa Anthony'ego... Jak stado kruków wyskoczyły książki Anny Rice i Stephena Kinga. Pomiędzy nimi przewijały się lektury gimnazjalne i licealne, przede wszystkim nieśmiertelna Trylogia Sienkiewicza trójkami przez step leci niby wiatr. Potem nagle Bakakaj Gombrowicza powala mnie na kolana, a za nim kolejne księgi. Rozpycha się Pamela Richardsona, pierwsza książka, jaką przeczytałam w całości po angielsku. Kolejne lektury z reading listy anglistycznej, romantycy, realiści, Jane Austen i siostry Brontë, moderniści, Henry James, Woolf i Joyce. Z gwiazd leci Lem, w kącie pyka fajkę Conan Doyle, Flaubert i Tołstoj grają w karty przy stoliku. Mocna faza.

Podnoszę oczy na choinkę i próbuję złapać oddech.


Mam jednak za mało czasu, bo na gwieździe na czubku już wywija nóżkami...

DUCH KSIĄŻEK, KTÓRE TERAZ CZYTAM.

Zeskakuje z góry, łapie mnie za rękę i ciągnie do pokoju panieńskiego, w który przeżyłam tyle lat młodzieńczych. Gramoli się na regał i przyskakuje do pierwszej półki.

- Reprezentuję sobą wszystkie książki, które kiedykolwiek zaczęłaś czytać i nigdy nie skończyłaś! - woła z wyrzutem. - Wiem, że jak na przeciętnego śmiertelnika jesteś wyposażona w zadziwiające poczucie winy podczas oddawania do biblioteki tomu, którego nie zdzierżyłaś...

- To jak oszustwo - wtrącam nieśmiało.

- Właśnie, właśnie! Ale i tak są takie księgi, które zostawiłaś odłogiem, marna istoto! Pamiętasz Pieśń o Rolandzie? Cierp teraz, cierp! - wybucha strasznym śmiechem. - Oddałaś koleżance nie skończywszy lektury!

- Ale tam były strony tak pozaginane i częściowo niezadrukowane, trudno było...

- Trzeba było sobie radzić, a nie! - wrzeszczy, ale spogląda łagodniejszym okiem. - A te tutaj, Kwiaty polskie Tuwima? Co to ma być? Leżą z zakładką w środku! I Bieguni Olgi Tokarczuk ze spinką do włosów niedaleko końca! Nigdy nie skończyłaś!

- Duchu, zlituj się pan...

- MILCZ, PASKUDO! Nitsche płacze, żeś nigdy nie doszła do końca Tako rzecze Zaratustra, choć tak się jarałaś, że go sobie kupiłaś! A ten Stephen Fry in America, którego porzuciłaś przypadkiem w wakacje? Hę?

- Już wyciągnęłam ze sterty! Jest następny w kolejce! - krzyczę pokonana, ale nagle ducha już nie ma.

Znikł.

Nagle wszystko robi się białe, sterylnie białe. Wokół mnie nie ma nic. Przypomina mi się naraz pewna kultowa scena.


Uskakuję do przodu, bo nagle WAAAM! lecą na mnie półki pełne książek. Biblioteka na kółkach, czy co? Gdy wreszcie lokomotywa z regałami się zatrzymuje, na skrzypiącym wózku niczym z biblioteki podjeżdża do mnie gnom w okularkach.

Już wiem. To...

DUCH KSIĄŻEK, KTÓRE DOPIERO PRZECZYTAM.

Uśmiecham się do niego chytrze i zagaduję. Odjeżdżamy razem w siną dal, między niekończące się półki. 

Prędko nie wrócę.

Wesołych świąt, książkożercy.

13:52:00