Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

poniedziałek, 17 marca 2014

Niech diabeł porwie szynkarza i jego gospodę!

"Kubuś: Mój dobry panie, trzy czwarte życia trawi się na chceniu bez uczynków.
Pan: To prawda.
Kubuś: I na uczynkach bez chcenia.
Pan: Dowiedziesz tego?
Kubuś: Jeśli pan pozwoli.
Pan: Pozwalam.
Kubuś: Stanie się to niebawem; mówmy teraz o czym innym..."



Denis Diderot
Kubuś Fatalista i jego pan


Przymierzałam się do tej książki od liceum. Nie mogłam wyjść poza pierwszą stronę z powodu zniechęcającego fabularnie początku:

"Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy. Jak się zwali? Na co wam ta wiadomość? Skąd przybywali? Z najbliższego miejsca. Dokąd dążyli? Alboż kto wie, dokąd dąży? Co mówili? Pan nic, Kubuś zaś, że jego kapitan mawiał, że wszystko, co nas spotyka na świecie, dobrego i złego, zapisane jest w górze."

Musiałam dojrzeć, żeby docenić, jak cudowną grę z czytelnikiem toczy narrator, który ciągle łamie wszelkie niepisane zasady dobrego opowiadania. Wtrąca się co chwilę i naigrywa z czytelnika, który oczekuje jakiejś zwięzłości, jakiegoś celu, jakichś konkretów, zbiegów okoliczności, pasjonujących wydarzeń. Tymczasem ani sam Kubuś - rozgadany Sancho Pansa, krewniak wojaka Szwejka - ani jego pan, ani gospodyni w karczmie, ani sam narrator nigdy nie opowiadają od samego początku do samego końca bez tysiąca dygresji, wtrąceń i zabaw.

Przekomarzanie się z klasycznymi prawidłami opowieści brzmi modernistycznie, ale już w XVIII wieku tacy pisarze jak angielski Lawrence Sterne czy własnie francuski Diderot zabawiali się wcale nieźle, grając czytelnikowi na nosie i bezpośrednio mówiąc, że jako pisarze sami ustalają reguły, mogliby poprowadzić fabułę tak i tak, ale zrobią to zupełnie inaczej i jeszcze napiszą o tym całym procesie myślowym w osobnych akapicie.

Oprócz tego sama tematyka, oprócz szczypty filozofii i całej tony odniesień do ówczesności, które załapałby osobnik dobrze zaznajomiony z epoką (jak na przykład niezastąpiony tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński, który wyjaśnił to i owo w posłowiu), oscyluje wokół hulanek, intryg, uwiedzeń, rozpasań i igraszek cielesnych. Kubuś uciesznie opowiada o swoich amorach z dziewuszkami na stryszku czy z mężatkami a to w polu, a to w lasku, jego pan snuje opowieść o tym, jak się dał nabrać w konia, umawiając się na sekretne schadzki do pewnej łożnicy, narrator opowiada o bezwzględnym rozpustniku ojcu Hudsonie, a gospodyni o naprawdę wrednej i pasjonującej intrydze pani de la Pommeraye, która to opowieść przypomina nieco klimatem Niebezpieczne związki.

Innymi słowy, polecam i cieszę się, że wreszcie dowiedziałam się, na czym polega fatalizm Kubusia. Otóż wszystko, co nas spotyka na świecie, zapisane jest w górze. Po co się więc martwić na zapas? Co się ma stać, to się stanie, co się stało, miało się stać. Bez odpowiedzialności za własne czyny można się nieźle bawić.

12:50:00