Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

środa, 16 lipca 2014

Pani Sherlock od niewiernych



Rebecca Jane

The Real Lady Detective Agency


Brytyjka Rebecca Jane promowana jest na gwiazdę medialną pokroju Trinny i Susannah czy Goka Wana, jednak nie zajmuje się ciuchami, wyglądem czy figurą. Jest specjalistką od związków i zdrady. Współczesną panną Marple z arsenałem peruk, przebrań i czarnych okularów w bagażniku, w nieodłącznych szpilkach.

Rebecca w wydaniu mężczyźni wolą blondynki.  
Kiedyś miała męża i wymarzoną pracę. Z powodzeniem adaptowała porzucone przestrzenie i zaniedbane budynki, a nawet stodoły na przestrzenie mieszkalne, czasem występowała jako sobowtór Marylin Monroe, zaszła w ciążę. Wszystko wydawało się układać, prócz pożycia małżeńskiego. 
Mężuś zaczął przepadać jak kamień w wodę. Nie było go po parę dni, a potem okazywało się, że podróżował i imprezował. I zabawiał się z innymi paniami. Szwendał się jak kot poza domem. 

 
...'course.
Rebecca psim swędem wyczuwała, że jej mąż ją zdradza, ale nie miała żadnego dowodu. Wyśledzenie faceta z kochanką? To nie może być takie trudne. Wkrótce jednak okazało się, że agencje detektywistyczne żądały za podobną usługę horrendalnych pieniędzy, a prowadzący je mężczyźni podchodzą do jej delikatnej sprawy zupełnie nie tak, jakby chciała.
Dlatego samodzielnie, pomimo zaawansowanej ciąży, Rebecca wyśledziła swojego mężczyznę i wzięła szybki rozwód.
Czy już widzicie szansę? Nie? Ona zobaczyła. Niszę na rynku. Kopalnię złota. Tanie usługi detektywistyczne liczone za godzinę, współczucie, wsparcie psychiczne i pomocna kobieca dłoń.
Wkrótce przerobiła kurs na Sherlocka i założyła w rodzinnym Manchesterze The Lady Detective Agency, agencję detektywistyczną prawdziwych dam. Teraz wyliczają ją na listach najbardziej przedsiębiorczych Brytyjek, a jej agencja mam placówki również w Londynie i Sztokholmie. Popyt na dyskretne i taktowne kobiece usługi detektywistyczne jest naprawdę zdumiewający.
W szpilkach na tropie to jej debiutancka, autobiograficzna książka. W UK ukazała się 1 stycznia 2013, u nas niedawno pojawiła się na liście nowości Wydawnictwa Literackiego.

W szponach śniadaniowego TVNu.
Książeczka jest lekką, przyjemną lekturą dla pań, które mają zacięcie detektywistyczne i podzielają potrzebę ratowania świata. Początkowe perypetie raczkującej agencji śledzi się z rozbawieniem, szybko połykając kolejne kartki. 
Z pełnym czaru humorem autorka odtwarza pierwsze, najtrudniejsze kroki swojego przedsięwzięcia. Opisuje paczkę swoich przyjaciółek, które zgadzają się jej pomóc. Pokazuje niepewność i brak doświadczenia, uczenie się na błędach, tworzenie strategii i zasad. Z czasem okazuje się, że ta pozornie stuknięta klientka, która nękała agencję nieustającymi telefonami miała mimo wszystko rację, a dziewczyny radzą sobie wcale nieźle z niewiernymi mężczyznami i ich flamami. Oprócz tego z powodzeniem udowadniają lewe źródła dochodów, ścigają uchylających się od alimentów tatusiów, flirtują przez facebooka, by móc wykazać jak łatwo facet może zdradzić.
Z czasem przedstawiają się przed oczami czytelnika coraz bardziej śmiałe i przebojowe misje. Panie próbują przyłapać na gorącym uczynku handlarza brylantów, odnajdują transseksualistę, który zmienił płeć, by nie dzielić się majątkiem z byłym mężem-gejem, próbują odszukać zaginioną fretkę… Dzikie eskapady i pościgi, wielogodzinne czatowanie w samochodzie, głód, niewyspanie i zmęczenie nie są im obce. Momentami jest zbyt płaczliwie, jednak książka daje radę.
To wszystko przeplatane jest jednak ckliwą opowiastką o odnalezieniu chodzącego ideału w postaci nowego chłopaka, Bena. A szkoda.

Japończycy i tak zrobią lepiej: 
 Senpai-san, znalazłam clue! Dżemor!
Na zakończenie, bo mogę, wrzucę jeszcze stosowny pasek mojego ukochanego komiksu Hark, a vagrant. Żebyście załapali fandomowy żarcik z dżemorem.

http://www.harkavagrant.com/index.php?id=210
Tak bardzo polecam: Hark! a vagrant

18 komentarzy:

  1. Autobiografia pani detektyw od śledzenia niewiernych mężów do tego z odpowiednią dawką humoru. Z całą pewnością coś godnego uwagi. Szczególnie teraz, gdy w końcu zabrałam się za oglądanie Sherlocka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to Chmielewska, ale zawsze szczery ubaw:)

      Usuń
  2. I to jest właśnie dowód, że kobieta poradzi sobie w każdej sytuacji :) Nie słyszałam wcześniej o tej pani, a wygląda na to, że jest już niemałą gwiazdą. Będę musiała się o niej czegoś więcej dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś ma dużo determinacji i pomysł na siebie, zawsze sobie poradzi;)

      Usuń
  3. Szkoda, że wszystko zaczęło się od zdrady. Chociaż, jak widać, pani detektyw znalazła w końcu swój ideał. Ciekawe, jak dokładnie go sprawdziła;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A nie za młoda ona na miano następczyni panny Marple? ;) Bardzo lubię tę bohaterkę, swego czasu zaczytywałam się w jej przygodach, więc i kolejną panią o zapędach detektywistycznych chętnie poznam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę młoda i mimo wszystko zbyt medialna na następczynię, masz rację;)

      Usuń
  5. A to Ci pomysł na biznes...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiadało się dobrze, tylko czemu za raz trzeba w to wplatać ckliwo romantyczny wątek? Nie żebym aż tak miała coś przeciwko, no ale bez przesady. Ale chyba będę musiała przejrzeć pełną ofertę Wydawnictwa Literackiego, bo to kolejna książka w bardzo krótkim czasie jaką mnie zainteresowali.Niestety utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że lista książek "do przeczytania' wydłuża się zdecydowanie za szybko w stosunku do listy "przeczytanych"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, chyba autorka czuła, że to ważna pozycja w jej biografii i musiała umieścić romans. Tylko że przeidealizowany i przez to ckliwy. Co do WLu, to sama mam chrapkę na Księgę stylu Coco Chanel na przykład...

      Usuń
  7. Słyszałam już sporo o tej książce. Mogłabym spróbować. Brzmi całkiem nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi fajnie, świetny pomysł miała ta kobieta na biznes. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba mam zbyt wiele planów czytelniczych żeby dopisywać ten tytuł, choć mogłabym się nawet dobrze przy nim bawić. Tyle jednak innych książek czeka... :)

    OdpowiedzUsuń