Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

sobota, 28 lutego 2015

Nieudany Mesjasz i doskonałość form nieprecyzyjnych


Olga Tokarczuk
Księgi Jakubowe


Zamykasz oczy, wyciągasz rękę. To wielkie, ciężkie tomisko, okładka nie do końca śliska, palce zwalniają, jakby próbowały się przykleić. Wdychasz zapach wnętrza. Przypomina ci się zapach twojego ulubionego wydania Władcy pierścieni w tłumaczeniu Skibniewskiej. Gdy otwierasz oczy widzisz, że to ta sama czcionka, delikatny Garamond, na którym uczyło się czytać opasłe księgi. Teraz zauważasz głęboką zieleń okładki, a na niej starą kartę z długim tytułem. Aż dziwne, że nie ma tam "imaginacyji", "religij" i temu podobnych zapisów sprzed XIX wieku. Stara karta rozdarta dwoma pasmami, które niby taśma policyjna obwieszczają, że to imaginacja Olgi Tokarczuk, nikogo innego.

Wreszcie otwierasz wolumin, przeglądasz reprodukcje starych rycin, pism, znaków. Widzisz, że książka podzielona jest na Księgi: Piasku, Drogi, Komety... Szare oznaczniki na marginesach wskazują, w którym dokładnie jesteś miejscu. Co więcej, numeracja stron jest odwrócona, jakby księga liczyła od końca. I zauważasz wreszcie, że podobnym szarym pismem na kartach po prawej stronie na samym dole dopisane jest jedno czy dwa słowa, którymi zaczyna się druga strona, więc wyprzedasz jakby na moment tekst i już wiesz, co będzie dalej, ale ta lewa strona już cię atakuje echem poprzedniej, powtarzając fragment tekstu kończącego poprzednią. I to cię zaciekawia. Zastanawia. Intryguje.


Od czego zacząć, a gdzie skończyć, żeby ten tekst nie zamienił się w kolejną Księgę?

Akcja jest szeroka jak potężna rzeka. Pochylasz się nad jej połyskująco powierzchnią, by przyjrzeć się pełnej detali scenie w czasie teraźniejszym, podróżując przez ten Styks czasu wraz z Jentą. Jenta przenika całą powieść niczym pierwiastek łączący - to staruszka, która nigdy do końca nie umarła, a podczas swojego letargu widzi i wie wszystko. Podróżuje niczym duch w czasie i przestrzeni, a ty wraz z nią.

Ta monumentalna powieść, meandrując z zachwycającym rozmachem, rozlewając się na drobne rzeczki i rzeczułki, pozwala nam obserwować wydarzenia z czasów Jakuba Franka. Dopiero po zakończeniu czytania dostrzegasz, że nigdy nie można było zobaczyć świata z jego własnej perspektywy. Widzisz go oczami najbliższych przyjaciół, tych, którzy pierwsi widzieli, jak wchodzi w niego święty duch. Widzisz z perspektywy kobiet z jego sekty. Arystokratów polskich. Żydów, chłopów, zakonników, cesarza austriackiego. Ale nigdy nie wchodzisz w jego własny tok myślenia i przez to właśnie Jakub zawsze jest ulotny, niezrozumiały, tajemniczy. Mesjasz? Bóg-człowiek?

"Mógłby [Bóg] ślepych uzdrowić swoją wszechmiłością, ale przecież ślinę z błotem mieszał i kładł mu na oczy. Mógłby każdego od razu uzdrowić, a stworzył aptekę, medyka, zioła lecznicze. Jego świat to jedno wielkie dziwowisko." 
z listu Elżbiety Drużbackiej do Benedykta Chmielowskiego, s. 549 

Żydzi wyglądali Mesjasza od tak dawna, że chyba czas najwyższy, by nadszedł. Jedni widzieli go w Szabtaju Cwi, inni w proroku Brachja, wreszcie w drugiej połowie wieku XVIII niektórzy uwierzyli, że jest nim podolski Żyd Jakub Frank. A ten to dopiero był gagatek. Uwielbiał snuć historie i przypowieści, wygrywać w sporach, a i poużywać życia, brać zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Głosił wolność, zwycięstwo nad śmiercią, zerwanie z postami, odwrócenie zwyczajów żydowskich. Z czasem coraz więcej i więcej Żydów podążało za jego naukami. A on się rozzuchwalał. Podczas świąt pokutnych kazał się bawić, podczas wesołych smucić się. Żyć w jednej wspólnocie, wymieniając się między sobą małżonkami, wspólnie wychowując dzieci, które mają nieznanych ojców. Wieczorami w gronie najbliższych czczono nago Pismo Święte, uosobione w nagiej kobiecie stojącej na stołku. Mężczyźni kolejno podchodzili, by włożyć sutek wybranej do swoich ust. Jakub wmawiał swoim wyznawcom, że pod ziemią kryją się łączące się ze sobą korytarze prowadzące aż do Ziemi Świętej, a w ich pieczarach leżą prorocy, a nawet sam Adam i Ewa. Obcował ze swoją córką. Kazał odczytywać sny zamiast śniadać. Mówił, że kto w niego wierzy, ten nigdy nie umrze.

Przede wszystkim przekonywał, że prawdziwą prawdę o Bogu można zdobyć wybierając różne fragmenty najważniejszych religii. Sam przyjął Islam, a potem się ochrzcił. Twierdził, że więzienie w Częstochowie to część bożego planu, bo Mesjasz musi spaść jak najniżej, by ostać wywyższony. A w Matce Boskiej Częstochowskiej ukrywa się Szechina, czyli obecność Boga. To właśnie pod jego wodzą jego wyznawcy przyjęli w 1759 r. we Lwowie chrzest, a następnie po trzecim rozbiorze Polski uciekli na Morawy i osiedlili się w Brnie, gdzie udało im się stworzyć niewielką autonomię. Facet był może i szalony, ale i miał dar okręcania sobie ludzi wokół małego palca. Z biedaka stał się niemalże księciem niezależnego państewka o ustroju teokratycznym, z Jakubem w centrum wszystkiego. I spełnił wielkie żydowskie marzenie o własnym miejscu na ziemi. Heretyk? Profan? Szaleniec?

„My jesteśmy obcymi obcych, Żydami Żydów. I wciąż tęsknimy za domem.”
Resztek Nachmana, s. 452

Powstawanie Ksiąg... trwało sześć lat, nie licząc metodycznego zbierania materiałów i researchu. To dzieło monumentalne, pokazujące zjawisko na granicy trzech wielkich religii, mieszaniny języków, Turcji, Polski, Austrii, Niemiec i wszystkich słowiańskich terenów nieokreślonych takich jak Kresy. Nikt nie chce się przyznać do historii Franka, w końcu stworzył odłam religijny, który nie przetrwał. Narracja pozwala nam zobaczyć wszystko, ale prawie nic nie tłumaczy, mało co jest oczywiste. To kopalnia wiedzy, nad którą można rozmyślać i rozmyślać.

Wobec niesamowitej historii Jakuba przeciwstawiona jest cichutka, spokojna opowieść o księdzu Benedykcie Chmielowskim, twórcy pierwszej polskiej encyklopedii, oraz Elżbiety Drużbackiej, poetki barokowej. Śledzimy ich piękną przyjaźń epistolarną prowadzoną w eleganckim, uprzejmym, ale też bardzo ciepłym i poetyckim stylu. Ważniejsze jest jednak zestawienie księdza z Jakubem, jako że są tak bardzo od siebie różni i jednocześnie podobni. Chmielowski wierzy w jedną wiarę i wiedzę spisaną w książkach, Jakub w ciągłe zmiany, wsłuchiwanie się w samego siebie i wiarę między chwastami w innych religiach. Obaj są eklektyczni, wybierają do swojej pracy fragmenty tego, co mają pod ręką: ksiądz innych autorów, Jakub inne idee i wierzenia. Ksiądz poświęca całe swoje życie na doskonalenie swoich Nowych Aten i z czasem dzięki znajomej poetce rozumie, że istnieją miejsca niedookreślone, których nie można uchwycić słowami, a jego encyklopedia może się zdawać głupia i bezużyteczna. Jakub, na początku pełen zapału i pomysłów, w podeszłym wieku zaczyna powątpiewać w swoje mesjaństwo.

"(...) może i Bóg jest jeden, ale sposobów wiary weń mnóstwo, liczba nieskończona... W wielu rodzajach butów można dojść do Boga..."
Moliwda, s. 243

Fascynujący jest przekrój społeczny przedstawiony w Księgach: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Turcy, Ormianie. Na polskich Kresach mało kto mówił po polsku, a Rzeczpospolita wcale nie jest taką rzeczą pospolitą. Widzimy nędzę chłopów, tragedię biegunów, czyli chłopów zbiegłych, Żydów bez żadnych praw, ale za to opodatkowanych. Bardzo dokładnie obserwujemy codzienność zwykłych ludzi, higienę, edukację, podziały społeczne, choroby, ciąże i pozbywanie się niechcianych dzieci. Wobec tego razi bogactwo i interesowność kleru czy ekstrawagancja arystokracji.

Tokarczuk postmodernistycznie zastanawia się też nad samym sensem pisania powieści. Z jednej strony niczym pamiętnik Subiekta ciągnie się przez jej powieść narracja Nachmana, czyli tak zwane Resztki, z drugiej i Drużbacka, i Chmielowscy, i inni jeszcze, jak Brinken, tworzą i zastanawiają się nad tworzeniem. Jakub głownie mówi, ale inni go zapisują. Wszystko, co tworzą ludzie, jest patchworkiem stworzonym z tego, co już powstało. Sama autorka w końcu tka na bazie historii i fikcji, wykorzystując wszelkie możliwe źródła, ale i nie uciekając od odrobiny fantastyki. Dwa razy wspomniana maksyma, że literatura to "doskonałość form nieprecyzyjnych", zmusza do zastanowienia nad tym, czym w ogóle jest pisanie, tworzenie i jak bardzo doskonałe jest jej dzieło, które obrazuje rzeczywistość fragmentarycznie, po swojemu, trochę eksperymentalnie.

"Każda sytuacja wydaje mi się nieskończona, kiedy usiłuję ją opisać, z bezradności pióro wypada mi z ręki. Opis sytuacji nigdy się nie wyczerpuje do końca, zawsze coś zostaje nieopisane. Kiedy piszę, każdy szczegół odsyła mnie do innego i potem ten następny znów do innego, do jakiegoś znaku czy gestu, i muszę wciąż na nowo dokonywać wyboru, za czym podążać, opowiadając tę historię, na czym zatrzymywać mój wewnętrzny wzrok, ten sam potężny zamysł, który potrafi wywoływać minione obrazy."
z Resztek Nachmana, s. 325 

Po przeczytaniu już wiesz, że forma książki jest nie bez znaczenia, że powtarzające się echa słów z innych stron to duch Jenty, odwrócona numeracja to ukłon w stronę pisma hebrajskiego, podział na księgi przypomina księgi biblijne. Można by jeszcze tyle napisać o tych fascynujących postaciach, o Moliwdzie, o Ewie, o Chai i Chanie, o Aszerze Rubinie i Gitli, o Kossakowskiej, o Thomasie von Schönfeldzie... Lepiej już samemu się wybrać z Jentą w podróż.

Niektórzy zestawiają Księgi Jakubowe z Trylogią Sienkiewicza. Dla mnie to zupełnie inne bajki. Opowieść o Jakubie to rozległa panorama, podróż w czasie i przestrzeni ze szczyptą realizmu fantastycznego i fikcji, a Trylogia to hollywoodzka baśń szlachecka ku pokrzepieniu serc. I jedno, i drugie ma swoje miejsce w moim sercu i zachwyca na swój sposób.

13:18:00