Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

niedziela, 31 maja 2015

Premendyntacji nie było


Joanna Chmielewska
Zbrodnia w efekcie


Bez głowy to zupełnie zostało zrobione. To znaczy głowa wcześniej raczej była, ale w ogródku działkowej dość beztroskiej i wielce ciekawej rodzinki trupa znaleziono bez głowy. Sam kadłub, szyja, ręce, nogi, kości idealnie zakonserwowane, bo nieboszczyk padł idealnie w kompostownik. Tylko ta głowa się gdzieś zawieruszyła... A jak tu poznać człowieka jedynie po idealnych kościach, bez szczęki chociażby?

Ostatnio pisałam o Chmielewskiej i tak się rozochociłam, że aż sięgnęłam po jej ostatnią książkę w dorobku. Miałam szczerą nadzieję, że nie okaże się słabsza, ponieważ za najbardziej udane uznaję te stworzone głównie w pierwszej połowę lat spędzonych na pisaniu powieści. A tu niespodzianka, bo Zbrodnia w efekcie nęci nie tylko tytułem ze ciekawą zabawą słowną, ale w ogóle okazuje się świetną pozycją. Odnalazłam w niej humor, szaleństwo, niefrasobliwość, cudowne dialogi i intrygę zarówno spadkową, jak i kryminalną, czyli wszystko, co w kryminałach Chmielewskiej najlepsze.

"– Czy pan Bartosz miał wrogów?
Obie znów spojrzały na niego, teraz z politowaniem.
– Jak wąż ogon. Wyłącznie – odparła chłodno Joanna."
cytat z książki 

Po znalezieniu kłopotliwego kościotrupa komisarz Andrzej Woźniak, młody policjant na początku świetlanej kariery, za wszelką cenę próbuje rozwiązać zagadkę kim jest ten osobnik i kto go, na litość, ukatrupił. Bo sam sobie głowy nie uciął, to wiadomo. Wiadomo jedynie, że zginął pięć lat wcześniej, mając na sobie gumiaki, szorty i dzierżąc łopatę. Niestety wszystko zbiega się przeciwko komisarzowi i głowa jak na złość nie chce się odnaleźć. Dopiero po kolejnych pięciu latach czaszkę odkrywają na sąsiedniej, nieludzko zarośniętej działce znajomi pani Joanny, której rodzina wcześniej dokopała się niechcący do kadłuba. A wszystko przed ten przeklęty bambus...

Im dalej w las, tym więcej pojawia się barwnych postaci o jeszcze barwniejszych imionach i nazwiskach. Mamy więc Bartosza Bartosza, Annę Boberek, Rychezę Klucznik i jej syna Anzelma, zjawiskową Idalię Krasną, Waleriana Stułbię... Wielka szkoda, że nigdy nie poznajemy samego nieboszczyka, albowiem opowiadań Joanny i całej reszty wydaje się, że to naprawdę niesamowity, przedziwny typ. Grunt jednak, że wszystko dobrze się kończy, ja policja jak zwykle głównie pomaga w sprzątaniu działek, mieszkań, papierów i testamentów.

Zdecydowanie polecam jako miłą, rześką odskocznię na kilka popołudni. Kawał dobrej zabawy, choć jeśli jeszcze nie znacie Chmielewskiej, wybierzcie na pierwszy ogień jedną z książek, które polecałam wcześniej!

"Podniosła głowę, czoło miała nieco zaczerwienione, wyciągnęła z torby wielką chustkę tekstylną, wytarła oczy i nos, siąknęła tym nosem jeszcze raz i rzekła:
– W efekcie go zabiłam.
– W czym…? – wyrwało się Woźniakowi.
– W efekcie. Mówią, że w efekcie to sąd mniej daje. Bezmyślnie. W nerwach mi się machło. Żadnej premendyntacji nie było."

cytat z książki 

13:01:00