Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

piątek, 29 maja 2015

Dziesięć tysięcy pór roku, potwory z otchłani i genericowe fantasy


Matthew Jobin
Nethergrim. Otchłanny


Początek serii, którą z czystym sercem poleciłabym młodzieży jeszcze za młodej na perwersje i agresje Pieśń lodu i ognia George'a R. R. Martina, już za starej na Opowieści z Narnii C.S. Lewisa, ale nie na tyle wyrafinowanej, by czytać starą dobrą Ursulę Le Guin i jej Czarnoksiężnika z Archipelagu. To powieść poprawna i strawna, a przede wszystkim o niebo lepsza niż fatalny Eragon Christophera Paoliniego. Fantasy dla młodych w niezłym wydaniu i tłumaczeniu.

W skromnej wiosce Moorvale u podnóża gór mieszka czternastoletni Edmund Bale, syn karczmarza, którego marzeniem jest studiowanie tajemnych ksiąg, praktykowanie zaklęć i nauka teorii magii. Po nocach ukrywa się z książkami i pergaminami kupionymi za pilnie zaoszczędzone pieniądze i wgapia się w ogień, próbując zapanować nad jego naturą. Wzdycha za sławą maga Vithrica i męstwem rycerza Tristana, wysławianych w okolicy bohaterów, którzy uchronili pobliską ludność przed niechybną zgubą poprzez zabicie Otchłannego, tudzież Nethergrima, prastarej bestii, której służyły niegdyś najgorsze potwory. Niestety do obowiązków najstarszego syna należy przejęcie schedy po rodzicielu i prowadzenie karczmy. Odkryte przez ojca księgi upokorzonego chłopaka lądują w ogniu, a wraz z nimi wiesz miłosny do ukochanej Katherine.

Obowiązkowa mapka świata, po którym poruszają się bohaterowie.

Tymczasem w okolicznych wioskach giną dzieci i zwierzęta, a wkrótce również ludność Moorvale odczuwa na własnej skórze, że potężne stwory znów terroryzują podgórskie tereny. Katherine słyszy na festynie kolejne skargi pokrzywdzonych chłopów. Okrutnie traktowany przez swego pana młody niewolnik Tom znów dostaje w skórę za zgubienie kilku owiec. Potem ginie brat Edmunda, Geoffrey. Trójka przyjaciół, bojowa Katherine, która jak nikt potrafi obchodzić się z końmi i mieczem, zwinny, mądry i dobrotliwy Tom oraz aspirujący na maga Edmund, rusza na pomoc. Z czasem okazuje się, że Edmunda stać na więcej niż jedno zaklęcie, które wysysa z niego wszystkie siły życiowe, a wręcz jest godnym samego Otchłannego przeciwnikiem...

Na pochwałę zasługuje zachęcająca szata graficzna, szczególnie ilustracje kolców poprzedzające każdy z rozdziałów, duża, wygodna czcionka, dzięki której czyta się płynnie i szybko, a także bardzo dobre tłumaczenie Pauliny Braiter. Szczególną uwagę przywiązałam do świetnego rozwiązania podwójnego tytułu, zawierającego zarówno tłumaczenie, jak i oryginał, a także z jednej strony udane tłumaczenie neologizmów w postaci nazw fantastycznych stworów, z drugiej zaś strony pozostawienie angielskich nazw miejsc i nazwisk, z dołączeniem minisłowniczka na końcu książki. Powieść przyniosłam wręcz na zajęcia i zaprezentowałam studentom jako niezłe rozwiązanie problemów związanych w tłumaczeniem literatury fantasy ze współczesnego lingua franca.


Sama powieść nie zachwyca ponad stan ani nie chwyta za serce, wydaje się zbyt poprawna, prosta, oczywista i pisana według scenariusza genericowej książki fantasy, jednak czyta się ją przyjemnie. Zakończenie jest satysfakcjonujące i przewidywalne, ale przygody i zagadki stojące na drodze do rozwiązania są całkiem ciekawe. Samo uniwersum to standardowy pseudohistoryczny świat panów, wasali i chłopów, w którym panuje zasada dziedziczenia przez najstarszego syna, ale można też kupić sobie niewolnika, a młoda kobieta zajmująca się męskimi czynnościami nie jest poddawana aż takiemu ostracyzmowi, jak można by się spodziewać. Mechanika magii oparta na harmonii i równowadze jest przekonująca i nawet interesująca. Mimo wszystko jednak osobiście zamiast czytać młodzieżowe fantasy wolałabym wrócić do Ursuli Le Guin i jej Ziemiomorza.

Dla tych jednak, którzy mają chrapkę na Nethergrima, zapowiadam, że w przyszłym tygodniu ogłoszę konkurs, w którym będzie można wygrać egzemplarz książki! Bądźcie czujni!

13:32:00