Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

niedziela, 19 marca 2017

Jak totalnie ogarnąć swoje czytanie, śledzić postępy i się nie pogubić


Może to się wydawać nieistotnym drobiazgiem, do którego nie przywiązujemy dużej uwagi. Są różne sposoby na bycie molem książkowym: czytamy, bierzemy udział w wyzwaniach, często zapisujemy sobie swoje postępy, żeby wiedzieć, ile książek w roku przeczytaliśmy. Ale niektórzy pod koniec roku są w stanie dokładnie określić w procentach i pięknych wykresach kołowych, co czytali, jak czytali, kogo czytali, a nawet ile stron. A ja mam wrażenie, że nawet prowadząc bloga i sumiennie zapisując sobie każdą przeczytaną książkę w specjalnej zakładce Przeczytane, wciąż w podsumowaniach trochę się gubię. Nie mogę doliczyć. Nie wyciągam wniosków. I nie jestem w stanie dokładnie wyjaśnić, czemu w jednym roku miałam spadek, a drugim świetne tempo. Który miesiąc zawinił?

I wciąż mam pewne poczucie winy z powodu podsumowania za rok 2016, które tak mizernie wyszło. Zastanawiałam się wtedy, jak to naprawić, dyskutowałam o moich pomysłach m.in z Pyzą od Pierogów Pruskich, której dziękuję za podpowiedzi odnośnie Goodreads. Motywacja i czas to sprawa na osobny wpis, ale oprócz tych kwestii doszłam do wniosku, że trzeba zacząć porządniej śledzić swoje postępy i statystyki czytelnicze na bieżąco. Poszłam kilkoma tropami i chyba pora na podsumowanie mojego dochodzenia w sprawie najlepszej metody ogarniania swoich lektur.

Może coś Wam się przyda!


Zeszyt tudzież Lekturnik


Zacznijmy nostalgicznie. Moje czytanie w podstawówce zaczęło się od tak zwanego Lekturnika. Pani bibliotekarka, która wpadała do klas początkowych z książeczkami do wypożyczenia, razem z nauczycielką poprosiła nas o prowadzenie zeszyciku, w którym będziemy zapisywać każdą lekturę. Tytuł, autora, rysunek ilustrujący fabułę. Do tej pory pamiętam rysowanie płonącej dyni na wędce i przerażonej sąsiadki z Nawiedzonego domu Chmielewskiej... Gdy podrośliśmy, z rysunku przeszliśmy na krótki tekst na stronę. Niektórzy podobno stosują podobną metodę, mają specjalny zeszyt czy kalendarz, w którym zapisują swoje lektury z danego roku. Od podstawówki nigdy tak nie robiłam, choć to sposób jak każdy inny.

Notatki elektroniczne


Z zeszytu można łatwo się przesiąść na dowolną aplikację umożliwiającą zapisywanie notatek w telefonie czy na tablecie, wreszcie można użyć zwykłego Notatnika czy Worda na komputerze i problem z głowy. Dla mnie to za mało.

Zapiski na blogu


Wiadomo, można od razu porwać się na bloga i zapisywać sobie wszystko tak jak ja. Albo od razu vloga, co się ograniczać! Sumienny dziennik lektury. Ale to mi nie wystarcza, jak wspominałam, chcę więcej statystyk, chcę na bieżąco widzieć, jak mi idzie w wyzwaniu rocznym i czy trzeba może trochę przyśpieszyć, a może właśnie mogę się bardziej skupić i odpuścić? Poza tym blog sam nie liczy, a wchodzenie na wszystkie wpisy po kolei i liczenie stron książek, żeby sobie wykalkulować, ile w danym roku przeczytałam stron to trochę przesada.

Czytnik


Na nowszych czytnikach Kindle, np. na Paperwhite można sobie ustawić coś, co się nazywa Kindle FreeTime, czyli program, który pozwala śledzić postępy w czytaniu, czas czytania, ilość przeczytanych książek i stron i tak dalej. Więcej na ten temat tutaj. Wiadomo, funkcja przydatna tylko dla czytających wyłącznie ebooki. Dla mnie odpada, ja czytam w wszystkich możliwych formach.

Facebook


Kiedyś zapisywałam moje lektury w postaci zdjęć okładek w specjalnym folderze na moim prywatnym profilu na Facebooku. To nie było zbyt efektywne, bo po stu zdjęciach portal się przycinał, trudno było szybko przeszukiwać, wolno się ładował... W dodatku znajomi często sugerowali, żebym przeniosła się na bloga (z niedopowiedzianym: bo spamuję). Można też spamować tych, którzy chcą być spamowani w specjalnych grupach czy wydarzeniach dla czytelników, na przykład w jednym z wielu „Przeczytam 52 książki w 2017 roku” albo *wink wink nudge nudge* jedynym w swoim rodzaju „W 2017 będę czytać po angielsku” ;) Dla mnie jednak to nie jest przejrzyste wyjście.

Portale społecznościowe


Na pomoc przychodzą bibliofilskie portale: funkcje, o których wspominałam powyżej, ma na przykład Goodreads. Można tam na bieżąco oznaczać postępy w danej książce, wszystkie obecnie czytane są na głównej stronie razem z suwaczkami przedstawiającymi progres, od razu naliczają się książki do wyzwania rocznego i pokazują, jakie ma się tempo. Wszystko to bardzo motywuje i wywołuje poczucie dumy, nie mówiąc o możliwości śledzenia lektur, postępów i ocen znajomych. Na koniec roku generują się też odpowiednie statystyki w ładnych grafikach, łącznie z przeczytanymi stronami i tak dalej. Rzecz jasna istnieje też stosowna aplikacja na komórkę, żeby móc to ogarniać w biegu.

Polskie odpowiedniki anglojęzycznego Goodreads to: lubimyczytac.plnakanapie.pl i Biblionetka dla starych wyjadaczy. Całkiem zgrabne porównanie najpopularniejszego w Polsce Lubimy Czytać i Goodreads wypuściła Martha Oakiss z Na Stosie:


Problemem Goodreads, na który się natknęłam, to fakt, że nie znajdziemy tam wszystkich możliwych edycji książek (szczególnie mało znanych, polskich), więc albo strony i okładki nam się nie będą, albo poświęcimy się i będziemy te edycje dodawać. Ja się właśnie natknęłam na to, że raczej nie dodam tam fanowskiego tłumaczenia Północy Południa Gaskell, bo jest po prostu nieoficjalne. Trzeba więc improwizować. Ale też te automatyczne statystyki nie są tak rozległe i spersonalizowane, jak bym chciała. Szukam dalej.


Aplikacje dla moli książkowych


Nikogo nie zdziwi, że są też konkretne aplikacje na telefon, które pomagają śledzić postępy w czytaniu, na przykład przejrzysty Book Tracker, Bookout czy Reading Tracker. To nie jest zła opcja, ale jak już wspominałam wyżej, chcę wiedzieć o moim czytaniu więcej. I na przykład dziś chciałam w jednym momencie sprawdzić, ile procent z czytanych przeze mnie w tym roku autorów jest mężczyznami. Kto poratuje, żebym nie musiała kombinować i liczyć?...

Arkusz


Z ratunkiem dla opętanej nową obsesją Hadynki przychodzi, niespodzianka, arkusz kalkulacyjny. Nie śmiejcie się, błagam. Ale to nie jest objaw zaawansowanej czytelniczej nerdozy. Póki co to dla mnie najlepiej sprawdzające się wyjście!

Najbardziej oczarował mnie ten pisany na poniższym filmiku (znaleziony dzięki czytajpl.pl), choć za nic nie mogę go zmusić, żeby działały mi wszystkie najpotrzebniejsze funkcje i wykresy:


Ja widzicie, teoretycznie to cudo powinno pokazywać w procentach i na wykresach kołowych, na bieżąco, autorów z jakich regionów świata czytamy, jakiej płci, wydanych w jakich wydawnictwach... ten Excel powinien nawet liczyć, jakie jest nasze tempo stronicowe w czasie! Niestety z jakiegoś powodu jak ja wklepię tam wszystkie niezbędne dane, nie hula to tak, jak autorka chciała, a szkoda. Może u Was będzie?

Znalazłam jeszcze kilka innych arkuszy, między innymi ten oraz ten - bardzo prosty i bez żadnych statystyk. Aż znalazłam ten, przygotowany przez autorkę anglojęzycznego bloga It's All About Books. To arkusz googlowy, a więc online, co jest plusem, bo można do niego zajrzeć nie tylko z domowego komputera. Nie jest tak przejrzysty, nie ma też pięknych diagramów, jak bym chciała, ale za to dobrze liczy i faktycznie działa! Może dlatego, że autorka jest Niemką?;)

Tu screen z mojego zaadaptowanego na ten rok arkusza.

Po uzupełnieniu wszystkich potrzebnych informacji i krótkiej konfiguracji, arkusik pokazuje ile książek w miesiącu przeczytaliśmy, jak to nas stawia w wyzwaniu rocznym i - uwaga! - w swoich własnych, które można sobie dowolnie i bardzo prosto ustawić. Do tego liczy przeczytane do tej pory strony, nawet na dzień, wskazuje najgrubszą i najcieńszą książkę, ilustruje, czy czytamy nowości, czy książki starsze, formaty (twarda, miękka oprawa, ebook, audiobook), ilość czytanych książek swoich i pożyczonych, ile procent czytanych przez nas gatunków (do samodzielnego ustawienia), procentowo jak oceniamy te książki, jakiej płci w procentach są czytani autorzy, ile książek porzuciliśmy bez doczytania, ile czytamy powtórnie, wskazuje nazwisko najczęściej czytanego autora, do tego dodaje nasze zakupy książkowe, wydane na książki pieniądze... BAJKA!

Tutaj screen z tego, jak przedstawiam się w zestawieniu miesięcznym.

Nie jest to opcja idealna, ale tak funkcjonalna i najbliższa ideałowi, jak bym chciała. Póki co jednak obstawiam przy tym arkuszu, wspomagając się moim kontem na Goodreads ze względu na rolę motywacyjną i cudowny, żywy kontakt ze środowiskiem czytelniczym. Nie tylko innymi blogerami, ale też znajomymi albo bardzo dalekimi znajomymi z Facebooka, którzy, jak się okazuje, bardzo fajne rzeczy czytają! ;)

A na koniec roku będę miała piękne statystki do zaprezentowania. Just you wait!

A Wy? Macie jakieś sposoby? Co myślicie o moich poszukiwaniach?

02:53:00