Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

piątek, 10 października 2014

KOMIKS#1: Kij wam w oko, czyli mopsy, komiksy i generalnie MFK w Łodzi

Kij w dupie
Konrad "Koko" Okoński 


Tydzień temu telepałam się w autobusie do Łodzi na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier (MFKiG). Czas na mały wpisik odnośnie zeszłego weekendu z komiksiarzami, graczami, fanami, nerdami, otaku i innymi takimi różnymi. Nie będę wskazywać palcami, kto popiskiwał, podrygiwał i wzdychał przy stoiskach ze ślicznymi kubeczkami, przypinkami, gadżetami, plakatami, klockami Lego, figurkami i pluszowymi Cthulhu, a potem szalał na parkiecie na afterparty w Wytwórni - tak się to miejsce nazywało? - tak, też należę do tych typów.

Przede wszystkim muszę zacząć od wielkiego uścisku, miłości i głasków dla R., który gościł mnie i mojego chłopca już drugi raz podczas MFK. W tajemnicy wam powiem, że dom R. to najmagiczniejsze miejsce na ziemi. Wyobrażam sobie, że tak właśnie by mieszkali Borejkowie, gdyby mieli dom, a nie mieszkanie w kamienicy. Stosy książek, i to dobrych książek, klasyki światowej, literatury polskiej, kanon romantyków, you name it, wszystko poupychane na półkach, aż ślinka cieknie. Wygodna kuchnia, w której znajdzie się wszystko, co dobre, i w której można siedzieć godzinami i gadać czy grać. Do tego stare, zabytkowe meble, okrągły stół z obrusem w pokoju gościnnym, nieodłączna olbrzymia kolekcja kaktusów i sukulentów i przekochany psiak na podwórku. Nie można się oprzeć. Pozdrowienia dla R.!

Kubek można kupić też poza MFK, a dokładniej w Kąciku Kiciputka

Nie robiłam fotorelacji z festiwalu, mam tylko kilka przygodnych zdjęć mojego uśmiechniętego chłopca na celowniku szturmowca czy prezentującego plastikowe szpony Wolverina na dłoni. Głównie łaziliśmy po stoiskach, byliśmy na paru panelach, pojechaliśmy na Łódzkie Burgery. Nic specjalnego, a jednak było cudownie, bo otaczali nas kochani ludzie: Mrozik od Powiało Chłodem, bardzo wysoki człowiek, dziewczyna o włosach Ramony ze Scotta Pilgrima, ekipa ze strefy Star Warsów. Obkupiliśmy się w plakaty (teraz nad łóżkiem prężą się Strażnicy Galaktyki i patrzą miłośnie Han Solo i Leia na plakacie z Imperium Kontratakuje), kolejny dodatek do Kości Opowieści, Jungle Speed, do tego cudowny kubeczek z Mopsem Aprobaty (ten powyżej), książka o historii mangi w Polsce i komiksy kupione przez mojego chłopca. W tym Kij w dupie Koko. Ups, chyba to głupio zabrzmiało. Komiks Koko pod tytułem Kij w Dupie. Tak lepiej.

Sam Koko jest z tytułu komiksu szczęśliwy. I dobrze, bo jest cudowny. 

W ogóle to kim jest Koko? Jak byłam w liceum, zaczytywałam się w Kokoarcie, jak go nazywaliśmy, czyli komiksie o Wiśni na stronie Kokoart. Był z wyglądu trochę mangowy, panował na nim wszechobecny absurdalny humor i przejmujące ciepło bohaterów. Czytało się wtedy Megatokyo wydane na papierze po polsku, idiotycznego Losuxa, ale Kokoart był ładniejszy, lepszy i mądrzejszy. Pamiętam go do tej pory.

Ktoś pamięta Kociaka? Źródło grafiki: tutaj.

Nie znam się na komiksach, a wszystkiego o polskich komiksiarzach dowiaduję się od mojego chłopca, który siedzi w tym dość głęboko. Gdy zaprowadził mnie rok temu do stoiska Jakuba Dema Dębskiego od Dużych ilości naraz psów, nie byłam pod wrażeniem, bo nie miałam pojęcia o istnieniu Demlandu, choć jedna moja koleżanka chciała się pokroić na kawałki i obsmażyć z dwóch stron na dźwięk jego nazwiska. Gdy pokazywał mi Belego (Roberta Sienickiego) od The Movie, widziałam tylko kolesia, który jest trochę podobny do Roberta Downey'a Juniora. Kiedy znalazł w tłumie Ilonę Myszkowską od Chaty Wuja Freda i przypomniał kilka pasków, pokiwałam z uznaniem głową. Ale kiedy pokazał mi Konrada Okońskiego, opadła mi szczęka.

Oczywiście jak do mnie dotarło, że będzie panel Koko o Kiju, musieliśmy tam być. 

Kij w dupie można czytać sobie w internetach za darmo, bo Koko zbiera pieniądze na Patreonie. I w sumie to więcej zarabia na The Cummonerze, czyli komiksie erotycznym dla dorosłych po angielsku. Dzięki temu uzbierał wystarczająco kasy, żeby wydać pierwszy komiks na papierze. Czyli właśnie pierwszą część Kija w dupie.

Tytuł to nieoficjalna nazwa pubu, który przez przypadek kupił Badyl. Przez przypadek, bo był pijany jak meserszmit jakimś dziwnym samogonem, który przytagrała Janek, jego siostra. Janek ma bujny biust, najlepiej się czuje bez koszulki i stanika, a w wolnym czasie najbardziej lubi się narąbać. Czymkolwiek. Gdziekolwiek. Jakkolwiek. Wbrew tej antyreklamie jest przesympatyczna. Do tego dochodzi jeszcze Paula, czyli dziewczyna z kłębowiskiem węży, um, to znaczy dredów, na głowie. Jest mistrzem wyrąbania na wszystko. Wobec katastrofy zapali sobie blancika, posiedzi, nie stresuje się. I ta trójka właśnie chcąc nie chcąc urządza ten nieszczęsny loch i otwiera bar U Badyla. Oczywiście nic nie jest proste, a loszek ma swoje tajemnice. Na przykład przychodzi do niego bardzo, ale to bardzo specyficzna klientela. I do tego jest pokój pełen wody, w którym zamiast siedzieć przy stoliku unosi się na pontonach!

Mówiąc krótko, jeśli macie dystans do świata, poczucie humoru i podoba wam się tytuł, na pewno wam się Kij w dupie spodoba. Moje chłopię zdobyło wersję papierową z dedykacją. Mamy tam gołą, pijaną i wesołą Janek, która życzy nam powodzenia. Tylko że jest tam coś jeszcze. Coś, co mnie wkurza. Na życzenie chłopca. Ech, życie.

A ja tymczasem nadrabiam Koko i skoro skończyłam podczytywać The Cummonera, chyba zajrzę do Kwarcowego paciorka...

www.konradokonski.com/KWD/

12:48:00