Majówka się udała. Konwent, festiwal foodtrucków i leniwe wygrzewanie się na dachu kamienicy udowadniają, że nie trzeba wyjeżdżać z Krakowa, żeby dobrze się bawić.
Jeśli obserwowaliście rozkminowego fanpage'a na Facebooku, to nie mogliście nie zauważyć tego zalewu informacji, przypomnień, a potem zdjęć z SerialConu. Tak, krakowski Serialkon z roku na rok stał się doroślejszy i jesienią zeszłego roku miał już bardzo profesjonalną oprawę. Znienacka jednak na wiosnę rozkwitł w pełni w formie dojrzalszego i bardziej profesjonalnego konwentu z lekko zmienioną nazwą, podczepionego do mocnej gałęzi festiwalu OffCamera. Pełny program możecie znaleźć tutaj.
Cała ta konwentowa metamorfoza nastąpiła dość nieoczekiwanie i szaleńczo szybko. Organizatorzy odezwali się do mnie zaledwie miesiąc przed imprezą, zapraszając do udziału. Ochoczo zaproponowałam poprowadzenie prezentacji o tłumaczeniu audiowizualnym. Można jej było posłuchać w niedzielę 1 maja w samo południe w Pauza In Garden, kawiarni ukrytej bezpośrednio pod Arteteką. Moja misja szerzenia świadomości o wadze i skomplikowaniu pracy tłumacza została wypełniona, bo podczas mojego wywodu wywiązały się dyskusje, a nawet wychodząc z budynku słyszałam jeszcze niecichnące rozmowy o dubbingu. Więcej o tym, o czym mówiłam podczas prelekcji pt. "Illusion Spells and an Invisibility Cloak. Introduction to audiovisual translation" można poczytać na stronie festiwalu.
![]() |
Ostatnio Netflix zamiast skupić się na tłumaczeniu programów, próbował wybadać polskie gusta jeśli poprzez próbkę House of Cards z dubbingiem. Szum powstał nie tylko w internecie, ale i na sali:) |
Niestety wybiegając w pośpiechu z domu zapomniałam wziąć kartę pamięci do aparatu, przez co zdjęcia robiła komórką moja koleżanka Szczub - wielkie dzięki za obecność i cierpliwość!
![]() |
Widownia może i nie była pełna, ale za to żywo reagowała:) |
Jednak to nie koniec opowieści o imprezie. Do ubiegłego piątku byłam przekonana, że mam przed sobą samą prezentację, do której się intensywnie przygotowałam. Tymczasem jedna koleżanka z pracy, przeglądając program SerialConu, zapytała znienacka:
- To ty jesteś w niedzielę dwa razy?
Zgłupiałam. Otworzyłam sobie program, przetarłam oczy, zamrugałam. Faktycznie, o 15:30 również 1 maja miała się odbyć dyskusja panelowa pt. "Fantazje historyczne, czyli period drama". Oprócz znajomego nazwiska współautorki zaprzyjaźnionego bloga Dobry film/Zły film, a także Zwierza popkulturalnego i Riennahery, widniało jak byk moje własne nazwisko. Hadyna miała rozkminiać przed publiką bez wiedzy merytorycznej, wyrażonej uprzednio wyraźnej zgody i nawet świadomości o tym, że jest wpisana w tym punkcie programu. Troszeczkę mnie to przeraziło, ale nie zraziło, bo jednak trzeba wziąć poprawkę na to, że składany na szybko konwent mógł lekko nie zagrać organizacyjnie, a ja zdecydowanie mu dopinguję.
Cóż, całe szczęście jakoś udało się przebrnąć przez tę dyskusję w niedzielę, zwłaszcza że dziewczyny, a w szczególności czujący się w temacie jak ryba w wodzie Zwierz, miały dużo do powiedzenia. Udało się wspomnieć i o Poldarku, i o Downton Abbey, i o The Paradise, i o adaptacjach studenckich lektur na anglistyce i wszelakich innych dobrościach. Prowadząca z bloga Kinem w Oko była urocza, atmosfera na sali przesympatyczna i ostatecznie nie wyszło tak źle, choć światło fleszy ustawionych bezpośrednio na nas przemieniło scenę w piekarnik.
Pałac Pod Baranami, rozkminiamy Rochesterów z ekranizacji. |
Na pewno pojawię się na następnej edycji SerialConu za rok, choć tym razem będę uważniej zatwierdzać program;)
Dziękuję wszystkim tym, którzy wpadli, słuchali i dyskutowali!