Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

sobota, 2 stycznia 2021

PODSUMOWANIE! KOLEJNY ROK ROZKMIN, ROZKMINY ROKU 2020


Niezmiernie miło, milej niż w poprzednich latach, jest mi powitać Was w nowym, 2021 roku!

Kojarzycie tablicę korkową z wpisu sprzed roku? W tym roku tablica jest niesamowicie smutna. Filmowe ulotki z kin można policzyć na palcach jednej ręki, żadnych identyfikatorów z konwentów. Zapchaliśmy ją zastępczymi ozdobnikami takimi jak kartki czy wizytówki z fajnych sklepów internetowych... Jak dobrze, że szczepionka jest na horyzoncie i 2021 ma szansę być normalniejszy niż pożegnany przedwczoraj rok pandemii. Czas na coroczne, noworoczne podsumowanie i rozkminowe tytuły honorowe!

Przeczytanych w tym roku 58 książek to rekordowy dla mnie wynik w skali ostatniej dekady. Zazwyczaj mieszczę się w 50-54 książkach! Czy zamknięcie w domu podziałało na wzrost? Oj, nie, to tylko objętość książek. Liczba przeczytanych stron jest identyczna. Utrzymuję też passę naprawdę dużej ilości czytanych komiksów w porównaniu do poprzednich lat, choć jest ich odrobinę mniej niż w ubiegłym roku. Rzecz jasna, wiadomo, czytanie to nie wyścigi i bardzo proszę się nie porównywać! Każdy ma swoje tempo i warunki.

A co do Zimowli... jej recenzja mojego autorstwa ukaże się w pewnym magazynie i dopiero potem na blogu. Wyczekujcie!


W tym roku zdecydowanie skoczyła u mnie ilość czytanych ebooków, ale mogę to szybko wytłumaczyć. Po prostu musiałam w tym roku przeczytać więcej literatury naukowej, a miałam ją głównie w formie elektronicznej. Z drugiej strony nie przesłuchałam więcej audiobooków po poprawie sytuacji słuchawkowej, która przeszkodziła mi w zeszłym roku, ale podczas pandemii najwięcej słuchałam podczas ćwiczenia, a do tego lepiej mi się słuchało podcastów.


Podział pisarze kontra pisarki wciąż utrzymuje się mniej więcej po równo, jednak jest minimalnie przekłamany, bo czytałam sporo antologii tekstów autorów i autorek. W takich przypadkach musiałam wybrać płeć redaktora.


Wydawało mi się, że w tym roku przebrnęłam przez jakąś koszmarną ilość literatury naukowej, ale chyba to tylko efekt dłuższego przedzierania się przez każdą stronę. Tylko jedna piąta czytanych przeze mnie książek była fachowa, konkretnie potrzebna do pracy czy w przygotowaniu do egzaminu, a to wzrost ledwie o 4% w porównaniu z ubiegłym rokiem. O dziwo, bardzo mało zaglądałam do klasyki, a mam spory skok do góry w literaturze faktu.

Rozkminowe nagrody 2020!


1. Najgłębsze rozkminy


O to miejsce biły się: świetny On Zośki Papużanki, melancholijna Stacja Tokio Ueno Yu Miri oraz dwie książki Dominiki Słowik, grubaśna, wyśmienita Zimowla i szalony Atlas. Doppelganger, który mnie totalnie powalił na kolana i oficjalnie wygrał ten rok jeśli chodzi o książkę, która dała mi najwięcej do myślenia i rozgryzania.


2. Największy kradziej czasu


Rok zaczęłam od zaczytywania się Slashem i Fanfikiem Natalii Osińskiej, które wciągnęłam błyskawicznie i przy tym drugim okrutnie i niezbyt elegancko się posmarkałam. Świetnie też czytało się Axiom's End Lindsay Ellis, jak już się rozkręciło, a także Unorthodox Deborah'y Feldman, wspomnienia żydówki, na podstawie których postał tegoroczny serial Netflixa. Wygrywa zdecydowanie Fanfik.


3. Największe zaskoczenie

Z jednej strony zaskoczyło mnie, jak naprawdę fantastycznie napisane są Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe Wegnera. Z drugiej, jak uroczą, chwytającą za serce i poważną powieścią fantasy dla młodszych jest Wodnikowe wzgórze Richarda Adamsa, które tyle wyczekało na półce. Ostatecznie jednak najbardziej zaskoczyło mnie to, co znalazłam w Niewidzialnych kobietach Caroline Criado Perez, a może raczej sama przygniatająca ilość problemów naświetlonych przez autorkę.


4. Największy ubaw


Rozczarowała mnie wyczekiwany debiut internetowej królowej humoru, Abby Jimenez, czyli The Friend Zone. Super czytało się spisane w jednym miejscu pasty Malcolma XD w Pastrami, ale jak wiecie, zdecydowanie gorzej było w trzeciej książce, Edukacji. Zawsze cudownie wrócić do Szymiczkowej w tegorocznym Złotym rogu. Największą uciechę sprawiło im jednak w tym roku czytanie Red, White & Royal Blue Casey McQuiston.


5. Największy gniot


Do tej kategorii chciałabym nominować Białą masajkę, ale bezkonkurencyjnie wygrywa Shibumi Trevaniana.


Wyróżnienie


Dla wydawnictwa Tajfuny: za niepokojącą antologię Gąsienica Edogawy Ranpo, urocze Ukochane równanie profesora Yōko Ogawy, oniryczną Gorączkę złotych rybek Kanoko Okamoto. Mam na stosiku dwie kolejne pozycje od nich i mam nadzieję, że nie przestaną wydawać kolejnych perełek z Azji.  

6. Najlepszy komiks


Z nowych rzeczy najbarwniejszą opowieścią komiksową, którą śledziłam, była Saga, ale w tym roku też czytałam Scotta Pilgrima - chyba po raz pierwszy w całości, a Scott to rzecz o tyle najwspanialsza, że pięknie opowiada o odkrywaniu siebie, walczeniu ze swoimi słabościami, poznawanie drugiej osoby. wypracowywaniu z nią zasad zdrowego związku. To również komiks, który połączył mnie z moją drugą połówką, bo oboje go znaliśmy, a wspomnienia jednej z pierwszych randek przeplatają się z pierwszym tańcem do Ramony. Także trudno, żeby nie wygrał.

 

7. Serial roku


W tym roku powtarzaliśmy sobie najlepszego Star Treka, czyli Deep Space Nine oraz poznaliśmy ucieszne Lower Decks. Obejrzeliśmy jeszcze raz fenomenalne Community i po raz pierwszy sporo niezłych seriali z HBO: pierwszy sezon Westworld, Wielkie kłamstweka, Ostre przedmioty... Jednak najlepszym serialem, takim, który naprawdę został w sercu i pamięci (oprócz Deep Space Nine, który jest chyba moim ulubionym serialem ever w tym momencie), oglądanym pierwszy raz będą Magicy.


8. Film roku


Bardzo trudno wybrać film roku, gdy nie do kina poszło się trzy razy zeszłej zimy. Widziałam wtedy średnie Małe kobietki, prześmiesznego Jojo Rabbita i Birds of Prey, które były kupą zabawy, ale trudno powiedzieć, czy zasługują na miano filmu roku. Poza innymi filmami, które wyszły w tym roku, na przykład średnią Wonder Woman 84 czy fatalną Mulan, widzieliśmy też mieszankę różnych tytułów: Szczęki, Ogniem i mieczem, Adwokata diabła, Dirty Dancing... Jeśli naprawdę mam wybrać z tego film roku 2020, będzie to chyba najbardziej rozbrajający, idiotyczny i beztroski The Lost Boys, czyli osobliwy i przezabawny film o wampirach z lat osiemdziesiątych. Bo czemu nie. Jest tam solo gościa na saksofonie.



A zamiast zwyczajomej znakomitości.... wystarczy chociaż: 

normalności w 2020!

0 komentarze:

Publikowanie komentarza