Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

niedziela, 25 stycznia 2015

KOMIKS#3: Śpij, zamknij oczy, śnij

Neil Gaiman

Sandman. Preludia i nokturny


Siedzisz w autobusie po bardzo męczącym dniu czy leżysz na łóżku, z twarzą wtuloną w poduszkę. Albo na ulubionym fotelu, z książką przed oczami. A może na wykładzie z samego rana. Przychodzi do ciebie niewidzialny. Przystaje, wyciąga sakwę, zaczerpuje garść piachu w rękę, posypuje ci nim oczy. To Piaskun. Piaskowy Dziadek. Sandman. Ciii, śpij już. Twoje ciężkie powieki zamykają się. Zasypiasz.




Neil Gaiman to jeden z najbardziej popularnych i kochanych angielskich pisarzy fantasy i s-f., scenarzysta, aktor. Być może kojarzycie go z Koraliny, Nigdziebądź czy Amerykańskich bogów, których już rozkminiałam. Czego się nie dotknie, tam namiesza. Zazwyczaj w dobrą stronę.

Tak samo jak namieszał z Sandmanem. Był to jeden z wielu bohaterów komiksów DC. Gaiman wpadł na pomysł, jak napisać tę postać od nowa. W 1989 roku, wraz z grupą dobranych przez siebie rysowników, a na początku przede wszystkim byli to Sam Keith, Mike Dringenberg i Malcolm Jones III, zaczął tworzyć niezwykły cykl, który do tej pory uważany jest za jeden z obowiązkowych lektur pośród fanów komiksów. To nastrojowa, nasycona grozą opowieść o Władcy Snów, osadzona w stworzonym z rozmachem, fascynującym świecie bogów i demonów, z pełnoprawną mitologią, nakreślona mocnymi pociągnięciami czerni, czasem wyblakłymi kolorami, rozpoczynająca się sennymi, klimatycznymi okładkami w formie kolażów. To naprawdę dobra rzecz; przez znawców uważana za wybitną dzięki bogactwu nawiązań religioznawczych i kulturowych, magnetycznemu surrealizmowi i pięknej historii.

Preludia i nokturny to zebrane w jeden tom początkowe odcinki, które jednak zamykają się jako jedna całość. Gdyby ktoś nie chciał czytać dalej, nie czułby, że historia się urwała. Oryginalnie wydane przez DC Comics (Vertigo), albumy Sen Sprawiedliwych i Nadzieja w piekle doczekały się zasłużonej reedycji przez wydawnictwo Egmont. Egmont w ogóle wypuścił całą serię klasyki komiksu w twardej oprawie, prawdziwy kąsek dla fanów.

Od strony technicznej zachwycający jest fakt, że okładki były tworzone jako olbrzymie ramy, a następnie fotografowane.

Oniryczna, zagadkowa historia zaczyna się od krzywdy wyrządzonej księciu krainy snów i marzeń. Ziemię trapi tajemnicza śpiączka, która niczym plaga trwa przez wiele lat i nie ustaje. To dlatego, że ktoś porwał i uwięził Morfeusza. A ten czeka na właściwy moment, by się uwolnić i odzyskać, co zostało mu odebrane: włości w krainie snu i jego książęce atrybuty – hełm, rubin i sakiewkę z piaskiem. A potem trzeba będzie jakoś przypomnieć sobie, jaki jest sens życia. Nawet personifikacja snu może mieć problemy z odnalezieniem się w obcym mu świecie...

Z jednej strony zmusza nas to do zastanawiania się nad naszą własną egzystencją, każe zadać sobie pytania iście filozoficzne, a z drugiej naprowadza na rozmyślania, czym jest jawa, sen, powinność, poddanie się i walka, gdzie kończy się nasza własna egzystencja, a gdzie zaczynają przedmioty, w które przelaliśmy zbyt wiele samych siebie, i które nas osłabiają. Olbrzymim plusem jest rozmach i szereg świetnych postaci pobocznych, a także wyobrażenie domeny snów, piekieł czy przedstawienie śmierci.

Osobiście chyba najbardziej podobało mi się zejście do piekieł w Nadziei w piekle. Morfeusz dowiedział się tam, że podziemiami nie rządzi już tylko Lucyfer, piękny, androgyniczny anioł z czarnymi skrzydłami, ale również Azazel, czyli mrok, oraz Belzebub, Władca Much. Morfeusz znajduje demona, który przetrzymuje jego hełm - jest to Chronozon, książę piekieł, który wyzywa go na pojedynek na siłę fantazji i umysłu. To naprawdę pomysłowa i zaskakująca walka, byłam pod wielkim wrażeniem, ale również zachwytem. Musicie sami się przekonać.




Morfeusz schodzi do piekł.

Bardzo pozytywnie zaskakujący jest też epilog Odgłos jej skrzydeł, w której poznajemy wreszcie postać siostry Morfeusza. Kim ona dokładnie jest, nie powiem, żeby nie popsuć frajdy, jaką daje samodzielne rozgryzanie, kim jest ta niefrasobliwa dziewczyna. Bardzo drastyczne i po trochu przerażające, choć również genialne, jest przedstawienie tego, co się może stać, gdy zwykły śmiertelnik używa boskich przedmiotów. Jako istota słaba, wykorzystuje go dla własnej przyjemności. Poznamy smutny epizod kobiety uzależnionej od pięknych snów, którą zniszczył woreczek z piaskiem (a przy okazji zobaczymy komiksowego Constantine) w Zaśnij, wyśnij o mnie sen, a także szaleńca doktora Destiny, czarnego charakteru DC, który doprowadza do najbardziej okrutnych i obrzydliwych sytuacji, by nasycić się nieszczęściem ludzi na całej planecie. Najpierw w przejmujących Pasażerach, a później 24 godzinach przekonujemy się, że najsmutniejszy los spotyka tych, których szaleniec spotyka osobiście w przydrożnym, amerykańskim zajeździe. Najlepiej ocenić samemu, jak mocno ten kawałek kopie w brzuch.

Podsumowując, świetnie rozpisane dialogi, wciągająca historia i genialna atmosfera powinna dostarczyć pierwszorzędnej i mądrej rozrywki. Jedyny problem mogą sprawiać rysunki, bowiem słyszałam pewne skargi na ich jakość, ale mnie kreska jak najbardziej przypadła do gustu. Jeśli z fantastyką, religiami świata i horrorami jesteście za pan brat, musicie zajrzeć do Sandmana. Jeśli nie, to i tak szczerze polecam.

A teraz, moi drodzy, ciii... Wiem, że kleją wam się oczy. Nie walczcie ze Snem...
On już posypał wasze powieki.

08:00:00